|
Na tegoroczne ME wybraliśmy się w mieszanych nastrojach. Po niezbyt udanych zawodach w Znojmo i Regensburgu, wprowadziliśmy kilka zmian w stylu naszego latania. Poparliśmy to naprawdę intensywnym treningiem, który niestety zakłócała nie najlepsza pogoda w Polsce. Wprawdzie latanie w trudnych, wietrznych warunkach wiele uczy, ale niestety uniemożliwia skupienie się na szczegółach figury, które pozornie niewiele znaczące decydują o jednym lub dwóch punktach więcej w ocenie co przemnożone przez ilość figur i współczynnik K na zawodach tej rangi są decydujące. Tu liczy się absolutnie wszystko. Proste wykonanie figury to zaledwie ocena 5, dalej decyduje idealne rozłożenie elementów, ich długość, odcinki proste pomiędzy fragmentami figury i jej położenie względem strefy. Niestety, żeby to idealnie opanować niezbędny jest długi trening w bezwietrznych warunkach, u nas prawie niemożliwy. Po dwudniowej podróży dotarliśmy bez przeszkód do Włoch. Na miejscu zastaliśmy wspaniałe warunki do latania. Miejsce rozgrywania zawodów to wielki, prywatny teren na którym znajduje się pas startowy, duży park-ogród z ZOO, restauracja i basen. Warunki pogodowe zastaliśmy wprost wymarzone. Temperatura 25-27 stopni, minimalny wiatr i takie same prognozy na całe Mistrzostwa. Również lotnisko treningowe, którego używaliśmy było dobrze przygotowane, a ilość lotnisk, które organizator udostępnił zawodnikom była na tyle duża, że mogliśmy trenować bez tłoku. Po dwóch dniach treningów nieoficjalnych i oficjalnych przyszła pora na pierwszy start. Jako pierwszy z naszej ekipy leciał Piotr Świderek. Wykonał dobry lot, aczkolwiek widać było w pierwszej jego części pewną nerwowość. Wynik to 362 pkt.My tego dnia wylosowaliśmy lot po obiedzie, przed drugim panelem sędziów (jak okazało się później oceniającym dużo wyżej, ale mniej równo). Krzysiek wykonał równy lot, bez większych błędów, uzyskując wynik 384 pkt. Analiza poszczególnych ocen pokazała nam jednak, że dla zawodników z naszego poziomu podstawowymi ocenami używanymi przez sędziów jest 6-7. Jeśli sędziowie używali gdzieś 8 to my w takiej figurze nie widzieliśmy żadnego błędu. Jak się okazało, panel pierwszy sędziował jeszcze ostrzej, czasami dając za przyzwoicie wykonaną figurę nawet 5. Mój pierwszy lot nie mogę zaliczy do udanych. Był po prostu dość nerwowy co zaowocowało wynikiem 364 pkt. Drugiego dnia zawodów, my z Krzyśkiem lecimy przed ostrzejszym panelem, Krzysiek po locie jest bardzo zadowolony, ale niestety wynik tego nie potwierdza. 357 pkt. to trochę mało. Dochodzimy do wniosku, że to skutek dość niskiego górnego pułapu, na którym leciał. Okazuje się też, że możemy mieć sporo zastrzeżeń do sędziów. Rozrzut od 3 do 8 punktów za przyzwoicie wyglądającą ósemkę kubańską wygląda na jakiś żart. Ja wykonałem lot na podobnym poziomie uzyskując 360 pkt. Piotrek tego dnia startuje po obiedzie. Wynik 396 pkt. jest też trochę poniżej naszych odczuć. Trzeci dzień to poranny start Piotrka Świderka i bardzo przyzwoity lot przed ostrzejszym panelem sędziów. Wynik 385 pkt. My startujemy po południu. Krzysiek po dobrym locie (zdecydowanie podniósł górny poziom) po raz pierwszy przekracza 400 pkt. Ta sztuka udaje się również mnie, mam 401 pkt. a Krzysiek 402. Niestety nasza radość nie trwa długo. Do tej pory w miarę równo oceniający sędziowie windują wynik Silvestriego na 546 pkt. co wynosi 1000 w tej kolejce „w kosmos”. Nic z tego nie rozumiemy. Lot Silvestriego był bardzo dobry, ale nie perfekcyjny. Dwadzieścia dwie dziesiątki, które uzyskał w porównaniu z jedną przyznaną Patrickowi Drackowi, mającemu drugi rezultat na pewno nie były zasłużone, a spowodowały że ta kolejka przestała mieć znaczenie dla prawie wszystkich zawodników. Czwarty dzień to nasze poranne starty przed ostrzejszym panelem. Krzysiek uzyskuje 381 pkt. czyli wynik zbliżony do Piotrka z tego samego panelu. Nie możemy sobie darować przekręconej ostatniej autorotacji. Mogło być 10-15 pkt. więcej. Również jedno zero za korkociąg, za który pozostali sędziowie dali „7” jest niewytłumaczalne. Ja za swój lot uzyskuję 361 pkt. co z grubsza pokrywa się z moimi odczuciami (sporo małych błędów). Popołudniowe loty to wielkie zaskoczenie, jeśli chodzi o ich sędziowanie. Większość pilotów uzyskuje bardzo wysokie oceny. Dla mnie wytłumaczenie jest proste. Sędziowie panelu wieczornego zauważyli swój błąd z poprzedniego dnia, gdzie dali olbrzymi wynik Silvestriemu. Po prostu musieli wypełnić miejsce pomiędzy nim, a drugim w kolejności Drackiem. Zrobili to nader skutecznie, szafując wysokimi notami. Niestety wypaczyło to do końca rezultaty tej kolejki i zaowocowało złożeniem protestu przez kilka ekip. W tej sytuacji wykorzystał swoją szansę Piotrek Świderek, robiąc zdecydowanie najlepszy lot w naszej ekipie. Wynik 438 pkt. pozwolił mu na przesunięcie się o kilka miejsc do przodu. Jak okazało się po przeliczeniu wyników algorytmem TBL, zmiany nastąpiły również na szczycie. CPLR wygrał wszystkie kolejki eliminacyjne, pomimo lepszego nie przeliczonego wyniku Silvestriego. Po zakończeniu lotów eliminacyjnych, mamy bardzo pozytywne odczucia co do organizacji zawodów i mocno mieszane do sędziowania. Mam wrażenie, że wielką wagę sędziowie przywiązują do tego kto a nie jak leci. Różnice rzędu 70 pkt. wśród pierwszej trójki są całkowicie nieuzasadnione, a całkowicie wypaczają punktację wśród dalszych zawodników po przeliczeniu na 1000. Również sędziowanie w środkowej strefie czasami może być odbierane dziwnie. Chyba najważniejsze jest tu posiadanie własnego sędziego w komisji. Czyżby działało to tak, że zawodnikom lecącym na podobnym poziomie, a mającym „swojego” sędziego daje się trochę więcej punktów w obawie o jego rewanż? Modele na tych Mistrzostwach wyraźnie pokazują dominację napędu elektrycznego, całkowitą eliminację dwusuwów i upowszechnianie się częstotliwości 2,4 GHz. Widać też coraz więcej dwupłatów, dominację firmy OXAI jako producenta modeli. Nowe modele na tych mistrzostwach to Axion CPLR, burzący wiele uznanych za obowiązujące reguł w projektowaniu modeli F3A i dwupłat MissWind Silvestriego będący dla mnie najpiękniejszym stylistycznie modelem Mistrzostw. Obserwując loty eliminacyjne czołowych zawodników, dość często mamy wrażenie, że nie koncentrują się oni na treningu programu P09. Muszą go tylko przejść, aby walczyć w F09 i programach nieznanych. Dla mnie najlepsze loty P09 wykonał Patrick Drack. Tym bardziej nas to cieszy, bo latał naszym Prestige. Ostatecznie loty eliminacyjne wygrał CPLR, przed Silvestrim i Beschonerem. Nasz wynik na pewno nas nie zadowala. Pewnym pocieszeniem może być tylko fakt, że patrząc na loty zawodników będących przed nami jesteśmy pewni, że wykonaliśmy lepsze programy i powinniśmy być sklasyfikowani kilka miejsc wyżej, myślę że w okolicy 40-tej pozycji. Kolejny dzień imprezy to przerwa, przeznaczona na odpoczynek i wycieczki po okolicy. A od piątku kibicujemy Patrickowi z naszym Prestige. Tak jak sądziłem wcześniej, dopiero loty wg programu F-09 pokazują, kto z czołówki jak lata i ile trenował. Oglądamy je jednak sami, bo Piotrek Świderek po kilkudniowej walce z infekcją i wysoką temperaturą decyduje się na wcześniejszy powrót do Polski. Klasę pokazuje CPLR, ale ogólnie poziom jest bardzo wyrównany. Niestety znowu widać wiele błędów w sędziowaniu. Oczywiście można polemizować na temat promienia łuku, czy długości prostej przed figurą, ale sytuacja w której znany zawodnik popełnia ewidentny błąd (np. przekręca poważnie korkociąg), a większość sędziów tego nie zauważa jest kuriozalna. Drugi poważny błąd składu sędziowskiego to zmiana poziomu oceniania w czasie trwania kolejki. Tu mamy powtórkę z lotów eliminacyjnych. Nie ważne jak się poleci, ważne żeby jak najpóźniej. Skutkuje to oczywiście trochę innym składem finałowej dziesiątki, niż nasze odczucia po obejrzanych lotach. Prawdziwy pokaz umiejętności mieliśmy okazję zobaczyć w lotach finałowych, szczególnie w programach nieznanych. Najlepsi, pomimo braku możliwości treningu lecieli je tak jak gdyby był to setny, a nie pierwszy lot. Na nas najlepsze wrażenie w programach nieznanych zrobił zdecydowanie Stephane Carrier. Niestety wyniki 902 i 965 pkt. znów tego nie pokazują. Cały finał wygrywa CPLR i jest to zwycięstwo zasłużone, ale uważam że wyniki reszty zawodników nie oddawały w pełni wartości wykonanych lotów. Nawet w finale ME notowaliśmy sytuacje w której zawodnik nie wykonał figury, a od dwóch sędziów otrzymał „7”. Czy ci panowie w ogóle patrzyli w niebo? Podsumowanie naszego wyjazdu dla mnie jest dość trudne. Uzyskaliśmy wynik zbliżony do tego ze Szwajcarii 2006, ale tym razem wykonaliśmy dużo lepsze loty. Świadczy to o ogólnym wzroście poziomu zawodów, ale mam też niemiłe wrażenie, że sporo brakowało do rzetelnego sędziowania. 16-te miejsce na 26 startujących zespołów też pozostawia niedosyt, tym bardziej że do 14 zabrakło nam naprawdę niewiele.
|